W momencie kiedy zacząłem czytać list, który przyniosła Mia mój nastrój
pogarszał się z każdą setną sekundy, aż w końcu jedna pojedyncza łza spłynęła
po moim policzku. Przeczytałem list drugi, trzeci, czwarty raz ale nic nie
wskazywało na to, że to głupi dowcip.
Kiedy Katara wróciła do kuchni od razu rzuciła się w moją stronę widząc
słone łzy w kącikach moich oczu. Bez słowa wzięła do ręki list i po cichu
zaczęła go czytać.
-Avatarze Aangu, z przykrością powiadamiamy Pana, o śmierci naszego
kochanego władcy Bumiego. Król Bumi
zmarł we śnie z powodu przyczyn naturalnych. Pogrzeb odbędzie się za 3 dni w
Omashu i przebiegnie tak jak przed śmiercią zadecydował król. Oczekujemy Pana
ponieważ w testamencie jest o Panu mowa. Z wyrazami współczucia główny asystent króla.
Po przeczytaniu listu przez Katare po raz kolejny poczułem bolesny
ucisk w sercu.
-Aang, tak mi przykro. – usłyszałem głos mojej ukochanej, która szybko
do mnie podeszła i przytuliła.
-Ostatnia osoba, mój ostatni przyjaciel sprzed 100 lat odszedł.
Zostałem tylko ja.
Wyszeptałem cicho czując jak
narastający ból wzrasta, a oczy i policzki coraz bardziej pieką od słonych
kropli.
-Kochanie nie płacz. Bumi był, jest i będzie z ciebie dumny, nie
zapomnij tego. Jestem pewna, że nie chciałby żebyś przez niego cierpiał.
-Tak masz rację. – odparłem po minucie ciszy, następnie przez
kilkanaście minut tkwiliśmy w tej samej pozycji. Mocniej wtuliłem głowę w
zagłębienie szyi mojej ukochanej.
-Chcesz, żeby z tobą pojechać?
Odsunęła się delikatnie, patrząc mi intensywnie w oczy.
-Nie… Musisz zostać i zając się ślubem. Tak będzie lepiej… a po za tym
może odwiedzę Toph.
Uśmiechnąłem się chodź na chwilę myśląc o tym, że spotkałbym swoją
przyjaciółkę.
-Zapomniałam, że zamieszkała w Omashu. Pozdrów ją ode mnie i powiedz,
że jak chce może przyjechać razem z tobą. Tydzień w te, czy wte czy wewte nic
nie zmieni.
Pokiwałem głową z bladym
uśmiechem. Katara stanęła na palce i delikatnie musnęła ustami moje czoło.
-Pójdę cię spakować.
Był środek południa, a słońce jak by specjalnie rżało najmocniej jak
się da. Głaszcząć futro Appy swój wzrok utkwiłem w rodzinie, która aktualnie
przechodziła obok mojego domu.
Mąż i żona trzymali się za ręce a tuż przed nimi szła mała dziewczynka,
która na oko miał 2 lata. Ciągle mówiła, a przynajmniej próbowała na wskazywały
ciągle poruszające się ustka.
Przymknąłem na chwilę powieki zastanawiając się, czy kiedyś ja wraz z
Katarą założymy rodzinę i będziemy chodzić po uliczkach Ba Sing Se.
-Może lepiej będzie jak poczekasz do jutra? Jest strasznie gorąca a na
dodatek podróż skończysz w ciemną noc.
Odwróciłem się i ujrzałem Katarę stojącą niedaleko mnie, w rękach
trzymała niewielki pakunek. Patrzyła na mnie, tymi swoimi pięknymi oczami,
które aktualnie patrzyły na mnie ze współczuciem.
-Nie mogę. Jeśli mam spotkać się z Toph muszę być trochę wcześniej.
-Niech ci będzie, ale wiedz, że nie podzielam twojego zdania. To
prowiant.
Dodała po chwili i wręczyła mi w ręce pakunek, który natychmiast za
pomocą magii powietrza odesłałem do siodła.
-Obiecaj Aang, że nic ci się nie stanie i wrócisz na Appie razem z
Toph.
-Obiecuje – szepnąłem, delikatnie się uśmiechając.
Po krótkim milczeniu z naszej strony pokonałem dzielący nas dystans i
delikatnie wpiłem się w jej usta.
-Będę tęsknił. – przygarnąłem ją do siebie mocno obejmując.
-Ja też. –szepnęła do mojego ucha delikatnie je całując. – Wszystko
będzie dobrze Aang.
Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym pocałowałem ją w czoło i szybko
wskoczyłem na Appe.
-Hop hop. – bizon uniósł się do góry ,a ja zamiast patrzeć przed siebie
machałem do wciąż stającej w miejscu Katary.
Droga do Omashu minęła nadzwyczaj spokojnie, było to wręcz podejrzliwe
zważając na przygody, które spotykały mnie na tym futrzanym zwierzaku. Obawy
Katara potwierdziły się, było gorąco i duszno a podróż po ciemku nie była
niczym przyjemny, wręcz przeciwnie.
Po kilku, a może kilkunastu
godzinach drogi ujrzałem miasto, dumnie ujnoszące się nad pobliskimi
wzniesieniami. Szczęśliwy do granic możliwości szybko skierowałem Appę w stronę
domu Toph, bo jak kiedyś powiedziała: „Jeśli
kiedykolwiek będziesz w Omashu Iskrzące Paluszki, odwiedź ślepą Toph”. Tak
więc postanowiłem spełnić jej prośbę.
Po gładkim i dość cichym wylądowaniu Appy, na wielkim ogrodzie mojej
przyjaciółki szybko zeskoczyłem z siodła pobiegłem w stronę drzwi.
Chcąc aby Toph miała niespodziankę utworzyłem kulę powietrza na którą
usiadłem i delikatnie otworzyłem drzwi, dzięki którym przedostałem się do środka.
Niestety czarnowłosa dość szybko zorientowała się, że jakiś intruz,
czyli ja, wtargnął do domu.
-Kto to?! To, że jestem niewidoma nie oznacza, że nic nie widzę
przeklęty morderco!
Krzyknęła tak głośno, że aż poczułem ból w okolicach głowy. Nagle zza
ściany wyskoczyła Toph odziana w długą beżową suknię z włosami, które
zasłaniały jej oczy najbardziej jak się dało.
Głośno się zaśmiałem widząc jej surową minę i bojowo nastawioną
postawę.
-Jeszcze się śmiejesz?! Zaraz ci spiorę ten uśmiech z twarzy. –
warknęła robiąc niepewny krok w moją stronę.
-Toph to tylko ja. – zeskoczyłem z kuli, stając przed czarnowłosą,
która aktualnie sięgała mi do ramion.
-Dzwoniące Paluszki? Aang jak miło cię widzieć! – krzyknęła rzucając
się na mnie z impetem, ledwo ustałem.
-Też się cieszę, że cię widzę. – mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Przez ciebie prawie dostała zawału! Nie prościej było napisać? –
odsunęła się ode mnie robiąc surową minę.
-Przepraszam, ale chciałem jak najszybciej przyjechać ponieważ jutro
jest pogrzeb…
-No tak. Zapomniałam, że król Bumi umarł. Szkoda go. – prychnąłem cicho
na jej słowa, na co ona podniosła ręce w geście nie zrozumienia i z szerokim
uśmiechem zaprowadziła mnie do pokoju.
Mimo, że od pogrzebu Bumiego minęła godzina nadal nie mogłem otrząść
się z szoku jakim było zobaczenie sposobu pochowania. Otóż, król Bumi w swoim
testamencie napisał jasno i wyraźnie, że po śmierci chcę, aby jego ciało
zostało zalane cementem a następnie z tego cementu została ułożona wieża na
jego cześć. Chociaż od zawsze wiedziałem, że mój przyjaciel ma lekko namieszane
w głowie, to nigdy nie sądziłem, że wymyśli coś tak dziwnego.
Aktualnie znajdowałem się, w pałacu króla gdzie czekałem na moją kolej,
w sprawię odziedziczenia czegoś po Bumim. Nie mogę ukryć tego, że strasznie
duża ilość osób została uwzględniona w jego testamencie, co dodatkowo
potwierdzało jego oryginalność.
-Avatar Aang.
Zza drzwi wyszła szczupłej budowy kobieta odziana w bogato zdobioną
szatę. Pospiesznie wstałem i udałem się za nią, nie mogąc się doczekać, co
takiego Bumi mi przepisał.
Po zajęciu miejsca na wygodnym fotelu, z ciekawością spojrzałem na
mężczyznę przede mną.
-Teraz przeczytam panu treść listu zostawionego przez króla. –
odchrząknął krótko i zaczął czytać. – Aang, mój drogi przyjacielu. Teraz gdy
doszedłem do wieku 120 czuję, że długo nie zostanę na tym nudnym świecie ( Bez urazy). Pragnę ci ofiarować cenny
zwój magii ziemi, który liczy sobie wiele tysięcy lat. Miałem ci go dać przed stu laty, kiedy osiągniesz 13 lat, ale
zważywszy na twoje zniknięcie ofiarowanie prezentu trochę się opóźniło. Teraz,
gdy opanowałeś magię ziemi mam nadzieję, że cenne i jedyne w swoim rodzaju
ruchy pomogą ci stać się niezwyciężonym. Ucz się pilnie a może kiedyś, na
tamtym świecie wygrasz ze mną w pojedynku.