wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 4 "Rozmowy"

BARDZO PRZEPRASZAM, że tak dawno nie pisałam a rozdział jest STRASZNIE krótki, ale po porostu nie mam siły i chęci na coś dłuższego. Wybaczcie. :c


---------------

Od powrotu z Omashu minęły 2 bardzo leniwe i nudne dni, które ciągnęły się wręcz w nieskończoność. Wraz z Katarą nie mieliśmy czasu na nic, ponieważ ślub i wesele było tuż tuż, natomiast Toph ciągle chodziła zamyślona, raz nawet wpadła do naszego oczka.
Kiedy Toph powierzyła mi swoją tajemnice, nie miałem czasu i może nie chciałem go mieć, na przemyślenie tego problemu. Zawsze myślałem, że Sokka i Suki to wręcz idealna para, ale jak widać nawet w takich coś się psuje. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się tego po moim przyjacielu, a już na pierwszy rzut oka widać, że Toph jest jedynie „zauroczona” nim, a może to po prostu dawne przyzwyczajenie? W każdym bądź razie, wiem, że czarnowłosa nie chce się w nic mieszać.
Oprócz wesela, ekspresowo zbliżał się przyjazd Zuko i Mai, którzy zaapelowali, że przyjadą wcześniej aby nas wesprzeć psychicznie i fizycznie. Bardzo tęskniłem za nimi, ponieważ odkąd Zuko został władcą ognia miał mało czasu dla nas, dla siebie a nawet dla Mai. Dodatkowo mnie jak i Katarę strasznie martwi reakcja Zuko po odejściu Iroh'a do Świata Duchów.
Podobno strasznie się zamknął w sobie, ciągle ma wyrzuty i szybko wybucha gwałtownym gniewem jak i smutkiem. Trzeba mu będzie pomóc, bo inaczej stracę kolejne ważną osobę.

-Aang! Wiesz może gdzie jest lista gości? Muszę ją zanieść do pałacu. - usłyszałem krzyk Katary, która biegała po domu jak nawiedzona, potrącając każdego po kolei.
-Jest tutaj.- odkrzyknąłem, a ta po chwili wpadła na mnie, wyrwała mi zwój i równie szybko pobiegła do drzwi.
-Niedługo wróce!- I już jej nie było.
Pokręciłem z politowaniem głową patrząc na zamknięte drzwi. Moja narzeczona zdecydowanie musi zrobić sobie wolne, żeby chodź trochę się rozluźnić.
-Aang?
-Tak Toph? - siadłem na kanapie naprzeciwko niej.
-Mam do ciebie prośbę... Kiedy przyjedzie Sokka postaraj się abym nie była z nim sam na sam. Proszę..
Spojrzałem na nią smutno i pokiwałem delikatnie głową.
-Jasne,nie ma sprawy. Ale czy nie lepiej mu powiedzieć wprost, że nic do niego nie czujesz, niż latać i chować się po kątach?
Spojrzała na mnie zdziwiona z lekko otwartą buzią.
-Ale skąd wiesz... przecież ci nie mówiłem.
-Wiesz Toph, już nie jesteś tą skałą z której kiedyś nie dało się nic odczytać. Zmieniłaś, się i w środku i na zewnątrz i to widać. Nie powinnaś tego przekładać na później, tylko skończyć to teraz.
-Wiem Aang, ale się boję. Nie chce zranić Sokki, nie chce stracić przyjaciela. - w jej oczach zaczęły się zbierać łzy na co szybko do niej podszedłem i mocno przytuliłem.

-Nie stracisz go, obiecuję. 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 3 "Zwierzenia"

 Przepraszam, że tak krótko i dawno odp  publikacji ostatniego rozdziału, ale mam małe problemy zdrowotne i po prostu nie jestem na sile

----------
-Wiesz Aang, gdybym umiała czytać a przede wszystkim widzieć na pewno była bym zachwycona tym zwojem. – mruknęła Toph, kiedy testowałem nowe pozycje i ataki ze zwoju od Bumiego.
-Nie martw się Toph, jak nauczę się ich wszystkich, to pomogę nauczyć się tobie. Zgoda?
Zawołałem, kiedy wyrzuciłem kamień 100 metrów nade mną.
-Zgoda!- krzyknęła bawiąc się bransoletką z meteorytu, którą dałem jej bardzo dawno temu.
Zaśmiałem się cicho widząc zachowanie czarnowłosej.
Mój trening trwał jeszcze kilka godzin, ale słońce powoli zaczęło zachodzić a chmury coraz bardziej przykrywać niebo. Upewniwszy się, że cenny artefakt jest cały i suchy, wróciłem do domu mojej przyjaciółki.
-Toph, zapomniałem ci powiedzieć, że Katara zaproponowała, żebyś wróciła do nas razem ze mną. – spojrzałem na nią, siadając obok na kanapie.
-Jasne mogę jechać. – mruknęła cicho, spuszczając głowę.
Zdziwiony jej zachowaniem przyjrzałem jej się dokładnie, ale nie zauważyłem żadnych zmian.
-Czy coś się stało?- zapytałem po minucie ciszy, na co ona szybko pokręciła głową.
-Przecież widzę, że coś cię trapi. Toph, znam cię już jakiś czas, nie ukryjesz tego.
Przekręciłem się w jej stronę delikatnie się uśmiechając.
-Bo wiesz Aang… - szepnęła cicho, a na jej policzki wstąpił delikatny rumieniec.- Chciała bym się ciebie o coś zapytać.
-Mów śmiało. – odparłem pewnie.
-Tylko wiesz.. to sprawy dość dziewczęce. – mruknęła, a na jej policzki wstąpił jeszcze większy rumieniec.
-Wiesz Toph, ale ja nie jestem w tym za dobry. – podrapałem się po głowie, niepewnie na nią patrząc. – Może Katara ci pomoże?
Pokręciła szybko głową kiedy tylko usłyszała „Katara”
-Nie Aang, wiesz dobrze, że między nami jest różnie, a ja potrafię zaufać tylko tobie.
Szepnęła podnosząc głowę.
-A więc dobrze. Mów śmiało. – uśmiechnąłem się delikatnie, przybliżając do niej.
-Bo widzisz Aang… kilka dni temu odwiedził mnie Sokka i czas z nim spędzony był naprawdę udany. Byłam bardzo szczęśliwa, a w jego towarzystwie czuję, że żyję. Kiedy odjeżdżał, to powiedział, że coś do mnie czuję. Odpowiedziałam mu,  że ma przecież żonę, ale on powiedział, że Sukki to przeszłość. – mówiła bardzo cicho, a jej głos coraz bardziej się załamywał.
-Nie chcę psuć ich małżeństwa. Bardzo lubię Sukki i nie chcę aby coś się zmieniło.. boję się momentu kiedy zobaczę Sokke na twoim ślubie.
Spojrzałem na nią zmartwiony, od razu było widać, że strasznie się tym wszystkim zadręcza.
Co do całej sytuacji, nie spodziewałem się tego, ponieważ Sokka zawsze był oddany swojej żonie i rodzinie.
-A czy ty coś do niego czujesz? – zapytałem a ona delikatnie ściągnęła brwi.
-Kilka lat temu podkochiwałam się w nim, ale nie jestem pewna czy to nadal aktualne. Lubię Sokke, jego żarty i poczucie humoru, ale nie jestem pewna czy to coś większego…
Szepnęła cicho jak by bojąc się, że coś się stanie jak powie głośniej.
-Moim zdaniem musisz porozmawiać z nim. Obydwoje jesteście moimi przyjaciółmi i trzymam zawsze z wami, ale od razu widać, że nie jesteś do tego przekonana Toph. Przemyśl to na spokojnie a potem coś postanowisz. Idź teraz spać, jutro rano wyjeżdżamy.
Pocałowałem ją krótko w policzek po czym złapałem zwoje i oddaliłem się do swojego pokoju. Prawię całą noc rozmyślałem nad rozmową Toph, nie mogąc zasnąć.

Gotowa?- zapytałem Toph kiedy w końcu spakowała wszystkie swoje rzeczy potrzebne na najbliższe 2 tygodnie. Czarnowłosa pokiwała głową wchodząc na Appe, a ja zaraz po niej.
Do Ba Sing Se dotarliśmy po kilku godzinach rozmów, śmiechów i wspominaniu dawnych czasów, kiedy wszystko było takie proste.
-Toph! Jak miło cię widzieć! – zawołała Katar podbiegając do dziewczyny i zamykając ją w mocnym uścisku.-Tyle cię nie widziałam, musisz mi zaraz wszystko opowiedzieć.
-Też się cieszę Kataro. – zaśmiałem się słysząc cichy głos mojej przyjaciółki, która nadzwyczaj została odcięta od tlenu.
Ściągając rzeczy z Appy poczułem jak ktoś mnie od tyłu obejmuje, a mówiąc ktoś miałem na myśli Katarę.
-Jak było?- przytuliła się do moich pleców, kiedy nadal rozwiązywałem sznurki różnych paczek przypiętych do siodła Appy.
-Znośnie – odwróciłem głowę w jej stronę i blado się uśmiechnąłem. –Miło było wrócić do Omashu.
-Mam nadzieję, bo kiedy cię nie było umierałam z tęsknoty. – zaśmiała się cicho do mojego ucha, patrząc mi intensywnie w oczy.
Tak? – zaśmiałem się głośno i wziąłem ją szybko na ręce. Zeskoczyłem z Appy, a Katara śmiała w niebogłosy mocno się mnie trzymając.

-Bo ja mam nadzieję, że jeszcze pożyjesz.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 2 "Omashu"

W momencie kiedy zacząłem czytać list, który przyniosła Mia mój nastrój pogarszał się z każdą setną sekundy, aż w końcu jedna pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Przeczytałem list drugi, trzeci, czwarty raz ale nic nie wskazywało na to, że to głupi dowcip.
Kiedy Katara wróciła do kuchni od razu rzuciła się w moją stronę widząc słone łzy w kącikach moich oczu. Bez słowa wzięła do ręki list i po cichu zaczęła go czytać.
-Avatarze Aangu, z przykrością powiadamiamy Pana, o śmierci naszego kochanego władcy Bumiego.  Król Bumi zmarł we śnie z powodu przyczyn naturalnych. Pogrzeb odbędzie się za 3 dni w Omashu i przebiegnie tak jak przed śmiercią zadecydował król. Oczekujemy Pana ponieważ w testamencie jest o Panu mowa.  Z wyrazami współczucia główny asystent króla.
Po przeczytaniu listu przez Katare po raz kolejny poczułem bolesny ucisk w sercu.
-Aang, tak mi przykro. – usłyszałem głos mojej ukochanej, która szybko do mnie podeszła i przytuliła.
-Ostatnia osoba, mój ostatni przyjaciel sprzed 100 lat odszedł. Zostałem tylko ja.
Wyszeptałem cicho  czując jak narastający ból wzrasta, a oczy i policzki coraz bardziej pieką od słonych kropli.
-Kochanie nie płacz. Bumi był, jest i będzie z ciebie dumny, nie zapomnij tego. Jestem pewna, że nie chciałby żebyś przez niego cierpiał.
-Tak masz rację. – odparłem po minucie ciszy, następnie przez kilkanaście minut tkwiliśmy w tej samej pozycji. Mocniej wtuliłem głowę w zagłębienie szyi mojej ukochanej.
-Chcesz, żeby z tobą pojechać?
Odsunęła się delikatnie, patrząc mi intensywnie w oczy.
-Nie… Musisz zostać i zając się ślubem. Tak będzie lepiej… a po za tym może odwiedzę Toph.
Uśmiechnąłem się chodź na chwilę myśląc o tym, że spotkałbym swoją przyjaciółkę.
-Zapomniałam, że zamieszkała w Omashu. Pozdrów ją ode mnie i powiedz, że jak chce może przyjechać razem z tobą. Tydzień w te, czy wte czy wewte nic nie zmieni.
Pokiwałem  głową z bladym uśmiechem. Katara stanęła na palce i delikatnie musnęła ustami moje czoło.
-Pójdę cię spakować.

Był środek południa, a słońce jak by specjalnie rżało najmocniej jak się da. Głaszcząć futro Appy swój wzrok utkwiłem w rodzinie, która aktualnie przechodziła obok mojego domu.
Mąż i żona trzymali się za ręce a tuż przed nimi szła mała dziewczynka, która na oko miał 2 lata. Ciągle mówiła, a przynajmniej próbowała na wskazywały ciągle poruszające się ustka.
Przymknąłem na chwilę powieki zastanawiając się, czy kiedyś ja wraz z Katarą założymy rodzinę i będziemy chodzić po uliczkach Ba Sing Se.
-Może lepiej będzie jak poczekasz do jutra? Jest strasznie gorąca a na dodatek podróż skończysz w ciemną noc.
Odwróciłem się i ujrzałem Katarę stojącą niedaleko mnie, w rękach trzymała niewielki pakunek. Patrzyła na mnie, tymi swoimi pięknymi oczami, które aktualnie patrzyły na mnie ze współczuciem.
-Nie mogę. Jeśli mam spotkać się z Toph muszę być trochę wcześniej.
-Niech ci będzie, ale wiedz, że nie podzielam twojego zdania. To prowiant.
Dodała po chwili i wręczyła mi w ręce pakunek, który natychmiast za pomocą magii powietrza odesłałem do siodła.
-Obiecaj Aang, że nic ci się nie stanie i wrócisz na Appie razem z Toph.
-Obiecuje – szepnąłem, delikatnie się uśmiechając.
Po krótkim milczeniu z naszej strony pokonałem dzielący nas dystans i delikatnie wpiłem się w jej usta.
-Będę tęsknił. – przygarnąłem ją do siebie mocno obejmując.
-Ja też. –szepnęła do mojego ucha delikatnie je całując. – Wszystko będzie dobrze Aang.
Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym pocałowałem ją w czoło i szybko wskoczyłem na Appe.
-Hop hop. – bizon uniósł się do góry ,a ja zamiast patrzeć przed siebie machałem do wciąż stającej w miejscu Katary.

Droga do Omashu minęła nadzwyczaj spokojnie, było to wręcz podejrzliwe zważając na przygody, które spotykały mnie na tym futrzanym zwierzaku. Obawy Katara potwierdziły się, było gorąco i duszno a podróż po ciemku nie była niczym przyjemny, wręcz przeciwnie.
Po kilku, a może  kilkunastu godzinach drogi ujrzałem miasto, dumnie ujnoszące się nad pobliskimi wzniesieniami. Szczęśliwy do granic możliwości szybko skierowałem Appę w stronę domu Toph, bo jak kiedyś powiedziała: „Jeśli kiedykolwiek będziesz w Omashu Iskrzące Paluszki, odwiedź ślepą Toph”. Tak więc postanowiłem spełnić jej prośbę.
Po gładkim i dość cichym wylądowaniu Appy, na wielkim ogrodzie mojej przyjaciółki szybko zeskoczyłem z siodła pobiegłem w stronę drzwi.
Chcąc aby Toph miała niespodziankę utworzyłem kulę powietrza na którą usiadłem i delikatnie otworzyłem drzwi, dzięki którym przedostałem się do środka.
Niestety czarnowłosa dość szybko zorientowała się, że jakiś intruz, czyli ja, wtargnął do domu.
-Kto to?! To, że jestem niewidoma nie oznacza, że nic nie widzę przeklęty morderco!
Krzyknęła tak głośno, że aż poczułem ból w okolicach głowy. Nagle zza ściany wyskoczyła Toph odziana w długą beżową suknię z włosami, które zasłaniały jej oczy najbardziej jak się dało.
Głośno się zaśmiałem widząc jej surową minę i bojowo nastawioną postawę.
-Jeszcze się śmiejesz?! Zaraz ci spiorę ten uśmiech z twarzy. – warknęła robiąc niepewny krok w moją stronę.
-Toph to tylko ja. – zeskoczyłem z kuli, stając przed czarnowłosą, która aktualnie sięgała mi do ramion.
-Dzwoniące Paluszki? Aang jak miło cię widzieć! – krzyknęła rzucając się na mnie z impetem, ledwo ustałem.
-Też się cieszę, że cię widzę. – mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Przez ciebie prawie dostała zawału! Nie prościej było napisać? – odsunęła się ode mnie robiąc surową minę.
-Przepraszam, ale chciałem jak najszybciej przyjechać ponieważ jutro jest pogrzeb…
-No tak. Zapomniałam, że król Bumi umarł. Szkoda go. – prychnąłem cicho na jej słowa, na co ona podniosła ręce w geście nie zrozumienia i z szerokim uśmiechem zaprowadziła mnie do pokoju.


Mimo, że od pogrzebu Bumiego minęła godzina nadal nie mogłem otrząść się z szoku jakim było zobaczenie sposobu pochowania. Otóż, król Bumi w swoim testamencie napisał jasno i wyraźnie, że po śmierci chcę, aby jego ciało zostało zalane cementem a następnie z tego cementu została ułożona wieża na jego cześć. Chociaż od zawsze wiedziałem, że mój przyjaciel ma lekko namieszane w głowie, to nigdy nie sądziłem, że wymyśli coś tak dziwnego.
Aktualnie znajdowałem się, w pałacu króla gdzie czekałem na moją kolej, w sprawię odziedziczenia czegoś po Bumim. Nie mogę ukryć tego, że strasznie duża ilość osób została uwzględniona w jego testamencie, co dodatkowo potwierdzało jego oryginalność.
-Avatar Aang.
Zza drzwi wyszła szczupłej budowy kobieta odziana w bogato zdobioną szatę. Pospiesznie wstałem i udałem się za nią, nie mogąc się doczekać, co takiego Bumi mi przepisał.
Po zajęciu miejsca na wygodnym fotelu, z ciekawością spojrzałem na mężczyznę przede mną.
-Teraz przeczytam panu treść listu zostawionego przez króla. – odchrząknął krótko i zaczął czytać. – Aang, mój drogi przyjacielu. Teraz gdy doszedłem do wieku 120 czuję, że długo nie zostanę na tym nudnym świecie ( Bez urazy). Pragnę ci ofiarować cenny zwój magii ziemi, który liczy sobie wiele tysięcy lat. Miałem ci go dać  przed stu laty, kiedy osiągniesz 13 lat, ale zważywszy na twoje zniknięcie ofiarowanie prezentu trochę się opóźniło. Teraz, gdy opanowałeś magię ziemi mam nadzieję, że cenne i jedyne w swoim rodzaju ruchy pomogą ci stać się niezwyciężonym. Ucz się pilnie a może kiedyś, na tamtym świecie wygrasz ze mną w pojedynku.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 1 "Chwilę, które tak kochamy"

Dzisiejszy dzień, pomimo początku wiosny był bardzo ciepły. Na niebie nie było praktycznie żadnej chmurki, za to można było zaobserwować stada ptaków, które wracały do swoich domów. Drzewa powoli odradzały się, a trawa odrastały zasłaniając ciemne plamy na ziemi.
Odkąd pamiętam zawsze na początku wiosny, wraz  z Gyatso obserwowałem powoli odradzający się świat. To właśnie tamte momenty przypominały mi najbardziej o poczciwym mnichu, który był dla mnie niczym ojciec.
Nie chcąc zepsuć tradycji także dzisiaj obserwowałem wszystko wokół, z tą różnicą, że nie było obok mnie Gyats’a.  Ogród za moich domem w Ba Sing Se był miejscem wprost do tego stworzonym.
Zamknąłem oczy rozkoszując się ciszą wokół. Medytowanie o 7 nad ranem miało to do siebie, że nikt ci nie przeszkadzał.  Podniosłem do góry głowę wsłuchując się w szum liści, kiedy na moje ramię niż stąd ni z owąd wskoczył Momo zajadający się melonem.
-Momo. – zaśmiałem się cicho głaszcząc lemura za uchem. – Ty zawsze psujesz atmosferę.
Zwierzak pisnął coś cicho ciągle chodząc wokół mojej szyi.  Spojrzałem z politowaniem na jego brudny pyszczek.
-A gdzie zgubiłeś Appe? Pewnie go zjadłeś, nie?
Momo mruknął coś cicho na co jeszcze głośniej zacząłem się śmiać. Ze zwierzakiem na rękach wstałem, otrzepując ciemnożółte spodenki trzy-czwarte.  W pewnym momencie usłyszałem tuż za sobą głośne chrząknięcie i już wiedziałem co mnie czeka.
-Dzień Dobry Kataro. – powoli się odwróciłem jednocześnie szeroko się uśmiechając. –Czy coś się stało? – zapytałem udając niewiniątko.
-Kochanie nic się nie stało.. – powiedziała delikatnie się uśmiechając – Tylko rozbudziłeś połowę domu łącznie ze mną! – nagle ryknęła mocno machając rękami. Kątem oka zauważyłem, że woda w naszym oczku wodnym zaczęła się niespokojnie trząść. Powoli odstawiłem Momo, które nie patrząc na nikogo szybko pomknął w  stronę krzaków, jak by był się, że zaraz coś go zje.
-Przepraszam cię, ale ja tylko medytowałem i nagle przyszedł Momo.. –
-A więc to wina Momo!? Jak możesz na niego zwalać?
-Nie to nie tak, przepraszam ale przecież nic takiego się nie stało..- niestety nie zdążyłem już nic powiedzieć ponieważ fala wody razem z mułem i rybami w nim pływającymi wylądowała na mojej głowie. Jęknąłem cicho, w myślach karcąc się za to, że kazałem wybudować te oczko wodne. Powolnymi ruchami ręki starłem z twarzy muł a następnie za pomocą magii powietrza zdmuchnąłem z siebie wszystko. Kiedy w oczach nie miałem już piasku spojrzałem na Katarę, która śmiejąc się ledwo łapała oddech.
-Jak ja kocham, kiedy ty się mnie boisz. – powiedziała z trudem, dławiąc się swoimi własnymi słowami.  Popatrzyłem na nią morderczym, kiedy pojąłem, że to wszystko to jedna wielka prowokacja -Jesteś wredna, nic takiego ci nie zrobiłem. – fuknąłem cicho.
-Wiem. A teraz chodź  do domu, pomóc mi zrobić herbatę. – odpowiedziała po czym jak by nigdy nic wstała i poszła do domu. Minęło kilka sekund zanim otrząsnąłem się z szoku i skierowałem do kuchni.


-Może być zwykła? –zapytałem szukając odpowiednich suszonych liści.
-Wolałabym jaśminową… ale niech będzie. – odpowiedziała niezadowolona Katara.
Kręcąc z politowaniem głową zagotowałem wodę, którą następnie wlałem do porcelanowych filiżanek zalewając liście.
Kiedy herbata się zaparzyła wziąłem filiżanki i siadłem do stolika zatracając się w wspomnieniach. Po chwili dołączyła do mnie Katara siadając naprzeciwko.
-Brakuje mi Iroh’a. – przerwałem ciszę smutno spoglądając w herbatę.
-Tak.. mnie też. – odpowiedziała Katara popijając herbatę, po której się skrzywiła.
-Wybacz kochanie, ale robienie herbaty nie wychodzi ci za dobrze.
Zaśmiałem się cicho słysząc słowa krytyki, które od razu przypomniały mi dawne sprzeczki Zuka ze swoim stryjem na temat herbaty.
-Ile czasu minęło od przeniesienia się Iroha do Świata Duchów?
-Ja wiem.. ponad rok. – moja narzeczona smętnym wzrokiem bawiła się uchem filiżanki.
-Tęsknię za nim, pomimo tego, że nie zawsze byliśmy przyjaciółmi. – mruknąłem smutno.
-Tak ja też. Ciekawa jestem jak radzi sobie Zuko…
-Kilka dni temu pisała Mai. Mówiła, że z Zuko dzieję się coś dziwnego, czego nie może wyjaśnić. Ogólnie list był… dziwny. – przymrużyłem powieki, próbując przypomnieć sobie treść listu.
-Tyle się zmieniło… - usłyszałem głos Katary, który dochodził jakby z oddali.
Pospiesznie wstałem, magią powietrza wrzucając filiżanki do zlewu, po czym szybko podszedłem do Katary.  Wyciągnąłem rękę, którą ta bez zastanowienia ujęła, po czym podniosłem ją i siadłem na krzesło kładąc ją sobie na kolana.
-Wiem, że dużo się zmieniło, ale zmieni się jeszcze bardziej. – delikatnie się uśmiechnąłem, opierając głowę o jej ramiona. Od razu poczułem, jak ta się rozluźnia.
-Tak wiem. – złapała w ręce moją dłoń, która spoczywała na jej kolanach. – Za niecałe 2 tygodnie będę panią Avatar.
Słysząc jej słowa cicho się zaśmiałem, mocniej się  w nią wtulając.
-Boisz się? – zapytałem na co ta zaprzeczyła ruchem głowy. – Kiedy już się pobierzemy, wybudujemy gdzieś sobie dom. Wokół morza albo oceanu… - szepnąłem do jej ucha przymykając oczy.
- A jeśli mówimy o wodzie, to przepraszam za tamto wcześniej. Po prostu lubię cię denerwować, masz wtedy takie słodkie wypieki na policzkach.
Usłyszałem jej cichy głos. Delikatnym ruchem dłoni przekręciłem jej twarz ku swojej i delikatnie pocałowałem.
-Nic się nie stało. – uśmiechnąłem się delikatnie na co Katara zarzuciła ręce na moją szyję mocno się do mnie przytulając.
-Mam nadzieję, że to co mówisz się spełni, bo mieszkanie nad wodą daje mi wiele możliwości na dręczenie cię.
Pokręciłem głową śmiejąc się cicho, kiedy usłyszeliśmy ciche pukanie.
-Avatarze Aang, przyszła do pana wiadomość z Omashu. – do pokoju weszła średniej wysokości brunetka z szczerym uśmiechem wymalowanym na ustach.
-Dzień Dobry Mia. Tak wcześnie?

-Powiedziano mi, że to ważne. – podeszła trochę bliżej wystawiając rękę z kopertą, którą wziąłem w dłonie.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Prolog " Historie naszego życia"

Witam, witam witam. 
Tak, to moja pierwsza notka i jestem naprawdę przerażona tym, jak ją odbierzecie.
Rozdziały postaram się wstawiać regularnie, ale nie obiecuje.
Szkoła, nauka, obowiązki domowe i wiele innych są dość dużą przeszkodą.
------------


Od zakończenia 100-letniej wojny z Narodem Ognia minęło 5 lat,  a mimo to, większość ludzi nadal przy wspomnieniu o Narodzie Ognia wybucha gniewem, smutkiem i rozczarowaniem.
Moim zadaniem, jako Avatar jest przywrócenie pokoju na świecie, które teoretycznie zrobiłem a praktycznie, na świecie panuje jeszcze większe spustoszenie niż wtedy.
Mimo to, nie załamuje się i wraz z moimi przyjaciółmi próbuje wszystko naprawić.
Co do przyjaciół…Każdy się zmienił nie tylko z wyglądu jak i z charakteru. Część z nich pozakładała rodziny i osiedliła się na stałe w miejscach przez siebie wybranych.
Chciałbym teraz w skrócie powiedzieć co u każdego słychać.
Zuko już od 4 lat jest szczęśliwym mężem Mai, a z pewnych informacji wiem, że układa się u nich bardzo dobrze. Mai spodziewa się pierworodnego potomka, który w przyszłości obejmie władzę w Narodzie Ognia, dlatego ich cały naród chodzi jak poparzony nie mogąc się doczekać.
Toph wiele się nie zmieniła. Urosła, zmieniła uczesanie na jeszcze dłuższą grzywkę  oraz postanowiła założyć szkołę Magii Metalu, gdzie będzie nauczać przyszłe pokolenie tej jakże trudnej dziedziny magii.
Sokka i Sukki tak jak Zuko i Mai są szczęśliwym małżeństwem. Osiedlili się na Biegunie Północnym, ale z tego co wiem Sukki tęskni za swoją wyspą i niebawem mają się tam przeprowadzić. Na razie oboje małżonków zadeklarowało, że nie spieszy im się z dziećmi, ponieważ to nie czas i miejsce na takie rzeczy, czym bardzo zasmucili całą rodzinę Sokki.
Teraz czas na historię moją i Katary. Po zakończeniu wojny zostaliśmy parą i trwaliśmy tak do poprzedniego roku, ponieważ awansowaliśmy na miano narzeczeństwa.  Ślub zbliża się wielkimi krokami, ale jak zawsze pojawiają się wielkie schody, które przeszkadzają nam w staniu się małżeństwem.  Obecnie mieszkamy w Ba Sing Se, gdzie jako Avatar pomagam wrócić uciekinierom do swoich krajów i rodzin. Jestem bardzo szczęśliwy i mam nadzieję, że moja historia będzie bajką ze szczęśliwym zakończeniem.



Popularne posty