czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 2 "Omashu"

W momencie kiedy zacząłem czytać list, który przyniosła Mia mój nastrój pogarszał się z każdą setną sekundy, aż w końcu jedna pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Przeczytałem list drugi, trzeci, czwarty raz ale nic nie wskazywało na to, że to głupi dowcip.
Kiedy Katara wróciła do kuchni od razu rzuciła się w moją stronę widząc słone łzy w kącikach moich oczu. Bez słowa wzięła do ręki list i po cichu zaczęła go czytać.
-Avatarze Aangu, z przykrością powiadamiamy Pana, o śmierci naszego kochanego władcy Bumiego.  Król Bumi zmarł we śnie z powodu przyczyn naturalnych. Pogrzeb odbędzie się za 3 dni w Omashu i przebiegnie tak jak przed śmiercią zadecydował król. Oczekujemy Pana ponieważ w testamencie jest o Panu mowa.  Z wyrazami współczucia główny asystent króla.
Po przeczytaniu listu przez Katare po raz kolejny poczułem bolesny ucisk w sercu.
-Aang, tak mi przykro. – usłyszałem głos mojej ukochanej, która szybko do mnie podeszła i przytuliła.
-Ostatnia osoba, mój ostatni przyjaciel sprzed 100 lat odszedł. Zostałem tylko ja.
Wyszeptałem cicho  czując jak narastający ból wzrasta, a oczy i policzki coraz bardziej pieką od słonych kropli.
-Kochanie nie płacz. Bumi był, jest i będzie z ciebie dumny, nie zapomnij tego. Jestem pewna, że nie chciałby żebyś przez niego cierpiał.
-Tak masz rację. – odparłem po minucie ciszy, następnie przez kilkanaście minut tkwiliśmy w tej samej pozycji. Mocniej wtuliłem głowę w zagłębienie szyi mojej ukochanej.
-Chcesz, żeby z tobą pojechać?
Odsunęła się delikatnie, patrząc mi intensywnie w oczy.
-Nie… Musisz zostać i zając się ślubem. Tak będzie lepiej… a po za tym może odwiedzę Toph.
Uśmiechnąłem się chodź na chwilę myśląc o tym, że spotkałbym swoją przyjaciółkę.
-Zapomniałam, że zamieszkała w Omashu. Pozdrów ją ode mnie i powiedz, że jak chce może przyjechać razem z tobą. Tydzień w te, czy wte czy wewte nic nie zmieni.
Pokiwałem  głową z bladym uśmiechem. Katara stanęła na palce i delikatnie musnęła ustami moje czoło.
-Pójdę cię spakować.

Był środek południa, a słońce jak by specjalnie rżało najmocniej jak się da. Głaszcząć futro Appy swój wzrok utkwiłem w rodzinie, która aktualnie przechodziła obok mojego domu.
Mąż i żona trzymali się za ręce a tuż przed nimi szła mała dziewczynka, która na oko miał 2 lata. Ciągle mówiła, a przynajmniej próbowała na wskazywały ciągle poruszające się ustka.
Przymknąłem na chwilę powieki zastanawiając się, czy kiedyś ja wraz z Katarą założymy rodzinę i będziemy chodzić po uliczkach Ba Sing Se.
-Może lepiej będzie jak poczekasz do jutra? Jest strasznie gorąca a na dodatek podróż skończysz w ciemną noc.
Odwróciłem się i ujrzałem Katarę stojącą niedaleko mnie, w rękach trzymała niewielki pakunek. Patrzyła na mnie, tymi swoimi pięknymi oczami, które aktualnie patrzyły na mnie ze współczuciem.
-Nie mogę. Jeśli mam spotkać się z Toph muszę być trochę wcześniej.
-Niech ci będzie, ale wiedz, że nie podzielam twojego zdania. To prowiant.
Dodała po chwili i wręczyła mi w ręce pakunek, który natychmiast za pomocą magii powietrza odesłałem do siodła.
-Obiecaj Aang, że nic ci się nie stanie i wrócisz na Appie razem z Toph.
-Obiecuje – szepnąłem, delikatnie się uśmiechając.
Po krótkim milczeniu z naszej strony pokonałem dzielący nas dystans i delikatnie wpiłem się w jej usta.
-Będę tęsknił. – przygarnąłem ją do siebie mocno obejmując.
-Ja też. –szepnęła do mojego ucha delikatnie je całując. – Wszystko będzie dobrze Aang.
Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym pocałowałem ją w czoło i szybko wskoczyłem na Appe.
-Hop hop. – bizon uniósł się do góry ,a ja zamiast patrzeć przed siebie machałem do wciąż stającej w miejscu Katary.

Droga do Omashu minęła nadzwyczaj spokojnie, było to wręcz podejrzliwe zważając na przygody, które spotykały mnie na tym futrzanym zwierzaku. Obawy Katara potwierdziły się, było gorąco i duszno a podróż po ciemku nie była niczym przyjemny, wręcz przeciwnie.
Po kilku, a może  kilkunastu godzinach drogi ujrzałem miasto, dumnie ujnoszące się nad pobliskimi wzniesieniami. Szczęśliwy do granic możliwości szybko skierowałem Appę w stronę domu Toph, bo jak kiedyś powiedziała: „Jeśli kiedykolwiek będziesz w Omashu Iskrzące Paluszki, odwiedź ślepą Toph”. Tak więc postanowiłem spełnić jej prośbę.
Po gładkim i dość cichym wylądowaniu Appy, na wielkim ogrodzie mojej przyjaciółki szybko zeskoczyłem z siodła pobiegłem w stronę drzwi.
Chcąc aby Toph miała niespodziankę utworzyłem kulę powietrza na którą usiadłem i delikatnie otworzyłem drzwi, dzięki którym przedostałem się do środka.
Niestety czarnowłosa dość szybko zorientowała się, że jakiś intruz, czyli ja, wtargnął do domu.
-Kto to?! To, że jestem niewidoma nie oznacza, że nic nie widzę przeklęty morderco!
Krzyknęła tak głośno, że aż poczułem ból w okolicach głowy. Nagle zza ściany wyskoczyła Toph odziana w długą beżową suknię z włosami, które zasłaniały jej oczy najbardziej jak się dało.
Głośno się zaśmiałem widząc jej surową minę i bojowo nastawioną postawę.
-Jeszcze się śmiejesz?! Zaraz ci spiorę ten uśmiech z twarzy. – warknęła robiąc niepewny krok w moją stronę.
-Toph to tylko ja. – zeskoczyłem z kuli, stając przed czarnowłosą, która aktualnie sięgała mi do ramion.
-Dzwoniące Paluszki? Aang jak miło cię widzieć! – krzyknęła rzucając się na mnie z impetem, ledwo ustałem.
-Też się cieszę, że cię widzę. – mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Przez ciebie prawie dostała zawału! Nie prościej było napisać? – odsunęła się ode mnie robiąc surową minę.
-Przepraszam, ale chciałem jak najszybciej przyjechać ponieważ jutro jest pogrzeb…
-No tak. Zapomniałam, że król Bumi umarł. Szkoda go. – prychnąłem cicho na jej słowa, na co ona podniosła ręce w geście nie zrozumienia i z szerokim uśmiechem zaprowadziła mnie do pokoju.


Mimo, że od pogrzebu Bumiego minęła godzina nadal nie mogłem otrząść się z szoku jakim było zobaczenie sposobu pochowania. Otóż, król Bumi w swoim testamencie napisał jasno i wyraźnie, że po śmierci chcę, aby jego ciało zostało zalane cementem a następnie z tego cementu została ułożona wieża na jego cześć. Chociaż od zawsze wiedziałem, że mój przyjaciel ma lekko namieszane w głowie, to nigdy nie sądziłem, że wymyśli coś tak dziwnego.
Aktualnie znajdowałem się, w pałacu króla gdzie czekałem na moją kolej, w sprawię odziedziczenia czegoś po Bumim. Nie mogę ukryć tego, że strasznie duża ilość osób została uwzględniona w jego testamencie, co dodatkowo potwierdzało jego oryginalność.
-Avatar Aang.
Zza drzwi wyszła szczupłej budowy kobieta odziana w bogato zdobioną szatę. Pospiesznie wstałem i udałem się za nią, nie mogąc się doczekać, co takiego Bumi mi przepisał.
Po zajęciu miejsca na wygodnym fotelu, z ciekawością spojrzałem na mężczyznę przede mną.
-Teraz przeczytam panu treść listu zostawionego przez króla. – odchrząknął krótko i zaczął czytać. – Aang, mój drogi przyjacielu. Teraz gdy doszedłem do wieku 120 czuję, że długo nie zostanę na tym nudnym świecie ( Bez urazy). Pragnę ci ofiarować cenny zwój magii ziemi, który liczy sobie wiele tysięcy lat. Miałem ci go dać  przed stu laty, kiedy osiągniesz 13 lat, ale zważywszy na twoje zniknięcie ofiarowanie prezentu trochę się opóźniło. Teraz, gdy opanowałeś magię ziemi mam nadzieję, że cenne i jedyne w swoim rodzaju ruchy pomogą ci stać się niezwyciężonym. Ucz się pilnie a może kiedyś, na tamtym świecie wygrasz ze mną w pojedynku.


3 komentarze:

  1. Biedny Bumi ;c Super rozdział! Masz talent ^^
    Czekam na nowy rozdział *-*
    Powodzenia w dalszym pisaniu (:

    OdpowiedzUsuń
  2. jeeeju szkoda Bumiego ;((
    świetny rozdział, cudownie opisujesz uczucia! uwielbiam to! <3 czekam na następny i oby był szybko, proszę *o*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ; 3 Masz wielki talent! Czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty